Tuesday, June 30, 2015

Books #3: Nie boję się ciemności - Katarzyna Frąckowiak


Długo biłam się z myślami, czy napisać o tej książce. Szczerze, kupując ją nie spodziewałam się takiej właśnie treści. Myślałam, że to będzie typowa blogerskie pitu pitu o modzie, a że bardzo blog Kasi lubię, domyślałam się, że to pitu-pitu będzie ciekawe. Jednak bardzo byłam zaskoczona już po pierwszym rozdziale. No bo jak tu zrecenzować czyjeś życie?
Postanowiłam więc po prostu podzielić się wrażeniami. 
Po pierwsze, szalenie podoba mi się okładka. Minimalistyczna, ale też trochę tajemnicza. Zawartość książki kryje równie fantastyczne zdjęcia autorstwa siostry Kasi, Aleksandry. Świetny podział na części i rozdziały, bardzo estetyczny i miły dla oka.



Po drugie... jak nigdy żadna książka nie była w stanie wycisnąć ze mnie łez (w przeciwieństwie to filmów, nawet najdurniejszych), tak tutaj ryczałam jak bóbr już w pierwszym rozdziale... Już na pierwszych stronach Kasia otwiera się na 100%, wyrzuca z siebie najbardziej bolesne wspomnienia z dzieciństwa. Zastraszanie, upokarzanie w szkole, samotność, stany lękowe, depresja, epizod z anoreksją... Z wieloma tymi problemami się utożsamiam. Ale to nic w porównaniu z tym, co przeżyła Kasia. Bo kiedy wszystko zaczyna się uspokajać, pojawia się choroba. RZS? Pomyślałam sobie - przecież to choroba starych ludzi! Jak 13-latka może chorować na stawy?... 
Czytając czułam, że siedzę w kącie jej pokoju i widzę ją pod kocem, wyczerpaną, majaczącą w gorączce. Byłam z nią w szpitalach, widziałam te wszystkie pielęgniarki, miłe i wredne, widziałam łóżka pełne chorych ludzi. Czułam też jej samotność - kiedy wszystkie koleżanki na wieść o chorobie rozpłynęły się w powietrzu. Bezradność, kiedy wszyscy wiedzieli, ale milczeli uparcie. Pragnienia zwykłej nastolatki - żeby wyjść do kina, na lody, szaleć z koleżankami na zakupach czy na imprezie... Jedyny świat, w jakim czuła, że żyje, był światem wirtualnym. To tam narodziły się największe przyjaźnie i zaczęły się najbardziej szalone przygody. 



Kasia opowiada nam o swoich muzycznych fascynacjach - no bo kto się nie kochał w chłopakach z Tokio Hotel w wieku 13 lat? ;) o tym, jak poznawała muzyków i jeździła na ich koncerty, o początkach miłości do mody męskiej i o dokarmianiu bezdomnych kotów. Jestem pełna podziwu dla niej, że znalazła w sobie tyle determinacji, by marzenia przekuć w cele i je realizować. I dla jej rodziców, ze mimo ciężkiej sytuacji nie pozwalali jej na wszystko, lecz uczyli twardo stąpać po ziemi. Bardzo się cieszę, że siostra zmuszała ją do pozowania przed obiektywem, bo inaczej nie istniałby pewnie jeden z moich ulubionych blogów i nie powstałyby te wszystkie inspirujące zdjęcia.
Po tej lekturze uświadomiłam sobie, że mam na prawdę ogromne szczęście - dwie zdrowe ręce i dwie zdrowe nogi, do tego sprawny umysł. Tak na prawdę mogę wszystko, jeśli tylko tego chcę. 





Ola:

"Smutno mi jednak zawsze było, kiedy dzwoniła do mnie i żaliła się, że kolejna z koleżanek mówiła jej, że ma dobrze, bo jej rodzice to załatwili albo wymusiła coś, wykorzystując chorobę. Większość nie pomyśli jednak o tym, że Kasia nigdy nie mogła pojechać na normalne wakacje z rodzicami, czy na kolonię. Nie mogła wymykać się ze znajomymi i robić tego, co robią normalne nastolatki. Nie przeżywała zwykłych szkolnych przygód, podwórkowych zabaw i kłótni. Przez większość tego czasu ona walczyła z chorobą, a te pojedyncze momenty, kiedy przeżywała coś miłego, nie były 'dzięki chorobie' - one były MIMO choroby, a to bardzo znacząca różnica."


"Tego właśnie nauczyłam się od Kasi. Pokonywać swoje słabości i walczyć, cieszyć się z tego, że świeci słońce, że babcia zrobi na obiad naleśniki, kiedy przyjadę, a druga babcia da mi słoik miodu i nakrzyczy, że nie chcę mieć dzieci."



Ale książka ma też wiele radosnych momentów. To jeden z najlepszych fragmentów, kiedy Kasia spotyka wokalistę jej ulubionego zespołu:


"Nagle zrobiło się pusto koło George'a. Powiedziałam sobie: "albo teraz, albo nigdy". (...) Zaczęłam ciągnąć go za rękaw niezwykle miękkiej marynarki."Boże, to Burberry!" - wykrzyknęłam w myślach. Poczułam jak robię się czerwona z radości. Zawsze marzyłam, by choć dotknąć męską marynarkę Burberry, a tu proszę: dwa w jednym."
<3



Żeby jednak nie było za słodko, muszę się też do czegoś przyczepić.
Brak akapitów jest na pewno dużym utrudnieniem, czasem ciężko było mi nadążyć i zrozumieć, co autor miał na myśli, kiedy każde kolejne zdanie opowiadało zupełnie inną historię.
Słaba korekta (lub jej brak) - niestety moje wścibskie oko wychwyciło kilka powtórzeń, literówek i dziwnych składni. 


Sposób na opowiedzenie historii z dwóch różnych punktów widzenia - Kasi i jej siostry Oli - jest bardzo ciekawy i daje kolejny punkt odniesienia, ale czasem był jednak męczący, kiedy po raz drugi czytałam niemal to samo.
Momentami nazbyt dziecinny styl pisania. Czasem za dużo wdawania się w szczegóły, za dużo zdrobnień i kolokwializmów.

Ale to ja. Zawsze mi coś nie pasuje.


Ale... może właśnie w tym tkwi cały urok? W tej naturalnej spontaniczności dziecka ukrytego w duszy Kasi i Oli? Przecież Kasia nie pretenduje do literackiego Nobla, a "Nie boję się ciemności" to jej debiut książkowy. Myślę też, że nie forma ani poprawność jest tu najważniejsza, a treść, przesłanie. Każdy wyciągnie z tej książki jakąś lekcję, każdy zinterpretuje ją na swój sposób. I to jest najważniejsze.
Z czystym sumieniem polecam. (o ile nie jesteś gramatycznym nazistą) :P



A Tobie Kasiu życzę wszystkiego dobrego, obyś dalej marzyła i te marzenia spełniała <3



No comments:

Post a Comment