Monday, February 1, 2016

Veganism #1: How I became vegan

Jako że zdecydowałam wprowadzić na bloga posty o tematyce wegańskiej, postanowiłam najpierw opisać swoją historię.
Jak to się u mnie zaczęło? 

Z wegetarianizmem zetknęłam się dopiero na studiach, na trzecim roku. Chodziłam wtedy często do lumpeksów i w jednym z nich kupowałam też angielskie książki; tym sposobem za zawrotną kwotę 1zł w moje ręce wpadła wegetariańska książka kucharska. Postanowiłam wypróbować niektóre przepisy, by zobaczyć, jak to jest 'jeść samą trawę' przez miesiąc. Poznałam wiele nowych produktów, o istnieniu których nie miałam wcześniej pojęcia: soczewica? A co to? Z czym to się je? Cieciorka? Jaka śmieszna nazwa! Zaczęłam też jeść więcej warzyw. Niby każdy wie, że powinny one stanowić 50% zawartości talerza, ale wiadomo, jak to wygląda w praktyce...
Miesiąc eksperymentu minął szybko, a ja ani nie umarłam z głodu, ani nie nabawiłam się niedoborów, włosy też mi nie wypadły. Nie brakowało mi mięsa, bo nigdy szczególnie za nim nie przepadałam; lubiłam ryby, zwłaszcza tuńczyka i tatar z łososia, ale wyeliminowanie ich z diety przyszło mi łatwo.


Aspekty etyczne wegetarianizmu pojawiły się dopiero później. Na jedne z zajęć miałam do przygotowania prezentację na dowolny temat; dobrałam się w parę z koleżanką, która aktywnie działała na rzecz lokalnego schroniska dla zwierząt. Temat pracy nasunął się więc sam - połączyłyśmy dietę wegetariańską z prawami zwierząt. Podczas przygotowań do prezentacji natrafiłam na wiele szokujących informacji i danych: zobaczyłam warunki, w jakich przetrzymywane są zwierzęta hodowlane, jak na prawdę pozyskuje się mleko, jak wyglądają naszprycowane hormonami i sterydami krowy 'mięsne', co dzieje się z kurczakami płci męskiej, czyli niezdatnymi do znoszenia jaj... i jak cały przemysł mięsny i mleczarski wpływa na zanieczyszczenie środowiska.

Im bardziej zagłębiałam się w temat, tym mocniej upewniałam się, że decyzja jaką podjęłam jest słuszna. Żałowałam tylko jednego - dlaczego tak późno?
Stopniowo zaczęłam eliminować z diety nabiał; najłatwiej poszło z mlekiem, po prostu zastąpiłam krowie sojowym. Słodkie jogurty i inne smarowidła też odstawiłam w kąt. Najgorzej było oczywiście ze słodyczami i żółtym serem, no bo jak tu zjeść pizzę, tosta, zapiekankę czy zwykły makaron bez sera?


Mimo tych niedogodności uważam, że podjęłam dobrą decyzję (walczę jeszcze z podjadaniem ciasteczek)... A z dwojga złego, schabowy wydaje się mniejszym złem od szklanki mleka... (dlaczego? to wyjaśni Wam Gary Yourofsky - dokładnie od 58:35, aczkolwiek polecam obejrzeć całość).
Poza tym w dobie internetu nie ma problemu z dostępem do takich produktów, jak tofu, tempeh, płatki drożdżowe (smak sera bez okrucieństwa), kala namak (tzw. sól jajeczna), mleko roślinne jest dostępne w niemal każdym markecie, a kotlety sojowe nawet w osiedlowych spożywczakach. A tak na prawdę dieta roślinna opiera się na najtańszych nieprzetworzonych produktach - kasze, makarony, ryż, soczewica, fasola - dieta biedoty! Te wszystkie sojowe wynalazki to tylko dodatek, urozmaicenie, a nie podstawa. 

To co weganie właściwie jedzą? O tym napiszę następnym razem, dziś podzielę się linkami stron i blogów, które są ogromnym wsparciem dla początkujących wegan, tak jak były (i są nadal) dla mnie. 

1. Olimpia Jamnik - to dzięki niej zainteresowałam się tematem weganizmu; moje podejście do diety wegetariańskiej zbiegło się w czasie z odkryciem bloga Olimpii, na którym oprócz modowych inspiracji znalazłam też mnóstwo wskazówek i informacji o weganizmie. Wywiad z Olimpią możecie przeczytać TU (nie wiem, czy jej blog nadal istnieje, jakby co - podrzucam Instagram).


2. Kocie Uszy - autorka tego bloga odwala kawał dobrej roboty jeśli chodzi o tropienie wegańskich kosmetyków; jeśli w jakimś tuszu znajduje się wosk pszczeli, albo jakaś firma testuje swoje produkty na zwierzętach, choć deklaruje inaczej - nic nie umknie jej uwagi. Oprócz tego znajdziecie tam garść porad, np. jak radzić sobie z kryzysem, rodziną zmuszającą do jedzenia mięsa, czy z internetowymi trollami. 
3. Mortycja - lifestyle z przymrużeniem oka, testy wegańskich kosmetyków, trochę porad i dużo ironii.
4. Jadłonomia - pierwszy blog kulinarny, na jaki trafiłam; zakochałam się bez pamięci. Autorka Jadłonomii prowadzi swój program w TV (bodajże Zielona Rewolucja, nie mam pojęcia na jakim kanale, gdyż nie posiadam telewizora) i wydała książkę kucharską (Mikołaju, gdzie jesteś?! już luty!). Nawet najbardziej zatwardziali mięsożercy są zachwyceni jej przepisami.
5. ErVegan - bardzo łatwe i proste w przygotowaniu przepisy, w sam raz dla początkujących.
6. Vegenerat Biegowy - jak wyżej. No i te fotografie! Uśmiech na twarzy zostaje na cały dzień :) Poza tym dowód, że można odżywiać się roślinnie i nadal uprawiać swój ukochany sport!
7. Weganon - najnowsze objawienie. Co ten facet wyczynia w kuchni to się nie mieści w głowie! Codziennie nowy wpis, ślinka leci na sam widok ^^
8. Vegan Workout - popularne mity na temat ćwiczeń na diecie roślinnej obalone i poparte źródłami badań naukowych - coś dla fanów sportu, niedowiarków i niepewnych, że da się te dwie rzeczy pogodzić. 

9. Vegan Rebel - zaledwie 13-letnia gimnastyczka/akrobatka udowadnia, że można i da się, niezależnie od wieku. I te jej ciasta *__*
10. Veganowy Pan Banan - strasznie pocieszny człowiek :) zawsze poprawia mi humor!


Na razie to wszystko co przyszło mi do głowy, jeśli coś mi się przypomni, dam znać w następnym wpisie. Jeśli macie jakieś pytania albo chcecie się czymś podzielić, koniecznie napiszcie w komentarzu!

 

Hello Dears! As you can see, I started a new theme on my blog. I decided to share my story first. How I became vegan?
I came across vegetarianism during the last year of my studies. I was often shopping in second hand stores at that time and sometimes I was buying some English books for ridiculously low prices. That's how I owned my first vegetarian cookbook and began experimenting with other kinds of foods. It was really interesting for me to know how it is "to eat grass" for a month and surprisingly, it was great! I didn't feel tired, hungry, or underfed. I discovered so many products I didn't know about earlier: lentils, chickpeas, spices... I also ate much more vegetables. Many people might feel the need to eat meat, or at least fish - but I didn't, I even refused tu eat salmon and tuna which I really loved. These are animals, too. 


After some time, ethical reasons of vegetarianism appeared. One day at school I had to prepare a presentation on any topic I choose. It was a project made in pairs, and I was working with a friend who helped in animal shelter as a volunteer. The topic of our presentation was obvious - we combined vegetarian diet and animal rights. When we were doing some research for our project, I came across many terrifying photographs, informations and documents about how animal are treated, force-fed, killed... it was really schocking for me. I considered myself as a sensitive and compassionate person, and I couldn't understand how I could eat meat and diary and don't see how it is produced. 

Time was going by and I was still looking for more and more information about meat and diary industry. And you know what? Diary is even worst than meat, Gary Yourofsky will explain you why HERE (it starts at 59:40 but I really recommend to watch the whole video).
I reduced the amount of diary in my diet, but it was so damn hard to stop eating pizza with cheese and all those milk chocolates and sweets... but hey, there are some more important things in life than my old eating habits!
And there are so many vegan options! Because, you know, being vegan doesn't mean eating soy sausages, soy cheese and tofu all the time. Sure, it tastes good and it might be a great idea from time to time, but what we actually eat is lentils, beans, pasta, potatoes, buckwheat... these are the cheapest products available in every store, seriously. 
So what do we eat? I will tell you in next post. 
If you have any questions, or if there are any vegetarians/vegans, please let me know in the comments below. 

2 comments:

  1. Ciekawa historia, cieszę sie ze nas weganow robi sie coraz więcej!;)

    ReplyDelete
  2. Wpadłam przypadkiem, przeczytałam i przybijam pionę :) Też od niedawna nie jemy z mężem nabiału i mięsa i też nie możemy przeżyć tego dlaczego tak późno?! Wiedza o weganiźmie jest dla ogółu jednocześnie tak dostępna i tak niedostępna...

    ReplyDelete