Tuesday, November 10, 2015

Books #5: Elegantki. Moda ulicy lat 50. i 60. XX wieku - Agnieszka L. Janas

Lata 50. i 60. to bardzo wdzięczny okres w modzie, źródło niekończącej się inspiracji, czas kreowania takich trendów jak sukienki baby doll, pudełkowe żakiety Chanel, czy suknie na halkach podkreślające talię. Polska w tym okresie borykała się z problemami komunizmu: bieda, brak towarów w sklepach, kolejki, bylejakość i szarzyzna. Nawet największe domy mody, takie jak Telimena czy Moda Polska, miały problemy ze zdobyciem odpowiednich materiałów na uszycie kolekcji ubrań zgodnych z zachodnimi trendami. Jak radziły sobie wtedy kobiety chcące wyglądać atrakcyjnie i modnie? 





Agnieszka L. Janas wysłuchała historii kilkunastu kobiet, pasjonatek mody, którym przyszło żyć w czasie, kiedy sklepy świeciły pustkami, podczas gdy na zachodzie Dior lansował swój New Look. Bohaterki pochodzą z różnych miejscowości, grup społecznych i klas ekonomicznych; wśród nich są zarówno arystokratki, modelki, aktorki, jak i nauczycielki, lekarki czy gospodynie domowe. Ich wspólnym mianownikiem jest miłość do mody, dbałość o ubiór i estetyczny wygląd. Jak radziły sobie w tych trudnych czasach? Czy nie bały się wyróżniać z tłumu szarych i biednych ludzi?



"Elegantki" w swoich wspomnieniach opowiadają o tym, co wpłynęło na ich zainteresowanie modą, skąd czerpały inspiracje, w jaki sposób radziły sobie z brakiem porządnych materiałów i dodatków, czy jak przekładały zachodnią modę na polskie warunki. Te z nich, które pochodziły z zamożnych rodzin, mogły sobie pozwolić na modne spódnice na halkach z Londynu czy włoskie sukienki. Te, które miały krewnych za granicą, otrzymywały paczki z pięknymi materiałami lub ubraniami niedostępnymi w kraju. Jeśli nie było takiej możliwości, szło się na bazar lub do komisu, gdzie za astronomiczne kwoty można było nabyć wymarzoną rzecz. Jednak mało która kobieta mogła sobie pozwolić na taki luksus. Mając na utrzymaniu dom i rodzinę, większość z nich była zdana na siebie, swoją pomysłowość i kreatywność. Farbowanie, ozdabianie, wyszywanie, robienie biżuterii z makaronu i fasoli (!) to najczęstsze metody stosowane przez bohaterki. Niektóre z nich trzymały jakąś piękną tkaninę zdobytą dawno temu, by po kilkudziesięciu latach wykorzystać ją na uszycie np. sukni ślubnej. Standardową praktyką było też posiadanie 'swojej' krawcowej. Niemal w każdym rozdziale przewijała się jakaś pani Krysia czy pani Frania, obdarzona szóstym zmysłem krawcowa, która potrafiła czytać w myślach i tworzyć oryginalne stroje z zasłon, tkanin obiciowych albo starego płaszcza. Gdy nie stać było na nowe, trzeba było wykorzystać stare.
Jedna z bohaterek, Elżbieta Janas, z nostalgią wspomina czasy, gdy pomimo braku materiałów i modnych sklepów kobiety wyglądały zawsze elegancko, a ubrania nosiły latami dzięki doskonałej jakości i starannemu wykonaniu. W momencie gdy z zachodu zaczęła zalewać nas bylejakość i tandeta, gdy wszystkie kobiety ubrane w sieciówkach wyglądają niemal identycznie, a garderoby zmieniają co sezon z powodu kiepskiej jakości, nie sposób nie przyznać jej racji.





Wiele z tych opowieści do złudzenia przypomina historie naszych mam i babć. Każda z nich musiała kombinować, by ubrać siebie i swoje dzieci z pomysłem,ale jak najmniejszym kosztem. Zapewne z tego samego powodu Agnieszka Janas umieściła pośród bohaterek swoją mamę, która - nie oszukujmy się - nie wyróżniała się na tle pozostałych 'elegantek' niczym szczególnym. Kolejnym minusem książki są fotografie, bardzo często niemające związku z tekstem. Czytamy o wspaniałej kloszowanej sukni na halkach, tymczasem na obrazku widzimy grupę ludzi w zgrzebnych płaszczach albo panią w rybaczkach i rozciągniętej bluzce... Rozumiem, że autorka mogła nie dysponować zdjęciami wszystkich opisywanych kreacji, w takiej sytuacji lepiej jednak zrezygnować z ich publikacji w ogóle. Autorka wyolbrzymia też rolę mody w życiu bohaterek, przypisuje im bunt wobec szarości komunizmu, choć same zainteresowane podkreślają, że zależało im jedynie na ładnym wyglądzie, nie miały na celu realizowania żadnych wzniosłych idei.

Publikację wieńczy wywiad ze znanym fotografem lat 50. i 60., Jerzym Neubebauerem, w którym przytacza anegdoty związane z pracą u Telimeny. Opowiada między innymi, jak z anonimowego młodzieniaszka stał się fotografem mody, jak powstawały ówczesne sesje zdjęciowe i dlaczego nie chciałby dziś pracować jako fotograf mody.




Jest to bardzo pięknie wydana książka, z estetyczną okładką (Iza Pieńkowska w kreacji domu mody Telimena w obiektywie Neugebauera), jednak po ostatniej kropce pozostawia wielki niedosyt.

2 comments:

  1. Hmmm jakos nie ciagnie mnie do tej ksiazki :P

    ReplyDelete
    Replies
    1. W tym przypadku powiedzenie "nie oceniaj książki po okładce" się sprawdziło - piękna estetyczna okładka, za to treść... mogło być lepiej ;)

      Delete