Wednesday, January 7, 2015

Books #2: Historia stroju - Maguelonne Toussaint-Samat

Spędzając wakacyjny sezon we Władysławowie, oprócz pracy i imprezowania nie omieszkałam też zajrzeć do namiotu-outletu z książkami. 'Historia stroju' stała niepozorna na półce pomiędzy biografią jakiejś gwiazdki a wysłużoną szkolną lekturą. Cena była kusząca - 29,90 z 59,90 - jak tu nie kupić?


Jednakże, jeśli ktoś spodziewa się albumu o modzie na przestrzeni wieków, powinien już zamknąć tą stronę (tę?) - jest to zdecydowanie książka z rodzaju 'mniej obrazków, więcej zdjęć'. 
O czym jest więc historia stroju? Autorka zaczyna opowieść od nagości. Starożytni Grecy i Egipcjanie traktowali ciało ludzkie jako obiekt kultu, czcili je i dbali o nie. By swobodnie uprawiać sporty, zrzucali swoje fatałaszki - nie bez powodu słowo gymnos znaczy 'nagi'. Następnie pojawił się wstyd - wraz z pojawieniem się religii. Uznano, iż ciało ludzkie (zwłaszcza kobiece) jest źródłem zła i grzechu wszelkiego, stąd też powinno się je szczelnie zakrywać. 
A co z dzikimi plemionami zamieszkującymi niezbadane rejony, gdzie religie europejskie nie dotarły? Kobiety przywdziewały zazwyczaj plecione spódniczki z trawy i kory, a mężczyźni chodzili 'jak ich pan Bóg stworzył'. Ok, niezupełnie. Nosili osłonę na penisa. Widocznie tam również strój, choć dość oszczędny, miał spełniać swoje zadanie - chronić najbardziej wrażliwe części ciała. 
Inaczej ma się sprawa z ludami zamieszkałymi w zimnych rejonach naszej planety - tam ubranie było koniecznością, by przetrwać niskie temperatury. Za przyodziewek służyły (i służą do tej pory) skóry i futra zwierzęce. 
Futra: używanie ich jako surowców do produkcji odzieży początkowo również miało na celu ochronę przed zimnem, z czasem jednak posiadanie jak największej ilości płaszczy, koców czy rękawiczek z delikatnego futerka soboli i norek stało się synonimem luksusu i dobrobytu. Autorka rzeczowo opisuje hodowle zwierząt futerkowych, techniki i procesy towarzyszące powstawaniu skór i futer.
Z kolejnego rozdziału dowiadujemy się o pochodzeniu surowców na tkaniny i dzianiny (wełna, len, konopie, bawełna, jedwab oraz włókna syntetyczne), sposobie ich pozyskiwania, przetwarzania oraz ich przeznaczeniu. Jest to najbardziej 'encyklopedyczna' część książki, dostarczająca wyczerpującej wiedzy o surowcach tekstylnych. Jedna z ciekawostek: w czasach biblijnych panował zakaz łączenia włókien roślinnych z tymi pochodzenia zwierzęcego, rzemieślnikom za oszukiwanie groziły za to kary pieniężne lub nawet publiczna chłosta.
Ostatni rozdział porusza dopiero kwestię nie tylko użytkową, ale i estetyczną ubioru. Z tej części ksiązki dowiadujemy się, że to kobiety pierwsze chodziły w spodniach, a mężczyźni w sukniach (dżender w natarciu), że monstrualne, metalowe stelaże noszone pod sukniami powodowały liczne poronienia u ciężarnych fashionistek, a majtek nie noszono  aż do XIX wieku (w ogóle miejsca pomiędzy pępkiem a kolanem nie istniały). Z tej właśnie ksiązki i z tego rozdziału dowiedziałam się, że nazwa polskiego miasta 'Żyrardów' pochodzi od Filipa de Girard, francuskiego inżyniera, który to na początku XIX wieku stworzył w owym miejscu przędzarnię lnu.
Na koniec Toussaint-Samat zaserwowała nam almanach największych kreatorów mody oraz umieściła wypowiedź artystki Sonii Delaunay, która to w 1931 przewidziała pojawienie się w niedalekiej przyszłości pret-a-porter. 
Podsumowując: książka ta jest niezwykle wartościowym zbiorem informacji i faktów dotyczących poszczególnych elementów stroju, materiałów i surowców oraz początków i rozwoju przemysłu tekstylnego. Zahacza również o wiele wątków pobocznych, takich jak religia, obyczaje i kultura na przestrzeni nie setek, a tysięcy lat. Dla osób zainteresowanych nie tyle modą, co ubiorem w ogóle, pozycja zdecydowanie warta uwagi.
Jednak jeśli ktoś interesuje się tylko wybraną epoką i chciałby zgłębić swoją wiedzę na jej temat, może poczuć się zagubiony w natłoku tak wielu zagadnień zgromadzonych w jednej książce. Dość ciężki język również nie ułatwia lektury, zbyt długie zdania i wtrącenia (często niepotrzebne lub zwyczajnie nużące) dekoncentrują i odwracają uwagę od najistotniejszych informacji.
Polecam, ale dla wytrwałych.



jedne z nielicznych zdjęć zamieszczonych w książce

No comments:

Post a Comment