Saturday, April 5, 2014

#49

Miałam o tym nie pisać, ale natężenie tego zjawiska w ostatnich dniach nie daje mi spokoju. Pod zdjęciami naszych sławnych blogerek, zwłaszcza Maff, notorycznie pojawiają się komentarze: "jedz coś, bo znikniesz!" "jesteś coraz chudsza!" "niech ktoś da jej kanapkę!" "czy ty coś w ogóle jesz?" A to i tak wersja 'light'. Maff jest szczupła, ale naturalnie, co widać, jeśli śledzi się jej bloga dłużej niż kilka miesięcy. Dla tych co nie śledzą: wystarczy zajrzeć do archiwum jej bloga żeby zobaczyć, że Julia kilka lat temu była nawet jeszcze drobniejsza niż obecnie. Zajrzyjmy na fanpage Violetty E. lub Alicepoint... tam już nie jest tak miło. "Wyglądasz jak kościotrup". "Bałbym się dotknąć, żeby nie połamać tych patyków". "Chodząca anoreksja". "Jak COŚ takiego może się podobać?"... 
Pomijam fakt, że dwie ostatnie są na prawdę chude, a Alice nawet podkreśla tą chudość na różne sposoby - zdjęciem na basenie i opisem "getting fit and slim" lub kadrami szczególnie podkreślającymi chude ramiona czy rysujące się pod skórą żebra. Jednak na każdym kroku mówienie komuś, że wygląda jak śmierć, albo że powinien coś zjeść, dosłownie na każdym kroku - przy takiej liczbie obserwatorów to nawet kilkadziesiąt komentarzy pod każdym zdjęciem [!], nie jest zbyt miłe i po jakimś czasie może zwyczajnie wkurwić. 
Nie dziwię się więc, że Violet często używa wulgaryzmów [zobaczcie też ten post] i podziwiam Maff za anielską cierpliwość i tłumaczenie za każdym razem, że jej wygląd to nie zasługa głodowania, a sportu i problemów z tarczycą [obszerne wyjaśnienie z jej strony, które z resztą i tak nic nie dało]. 
Chciałabym, żeby każda osoba postawiła się w odwrotnej sytuacji: jesteś znaną blogerką, ale masz parę kilo za dużo. Nie przejmujesz się tym jednak i publikujesz swoje zdjęcia w internecie. Jedni podziwiają cię za odwagę/dystans/samoakceptację lub po prostu podobasz im się taka, a drudzy atakują: "przestań tyle żreć, niedługo nie zmieścisz się w kadrze". "Idź lepiej pobiegaj". "Obleśny grubas, jak można promować coś takiego?". 
Niesamowicie wkurwia mnie to, że jak ktoś nazwie grubasa grubasem, to nagle święte oburzenie, że przecież nie wolno oceniać po wyglądzie, że ważny jest charakter. Albo że to choroba i nie wolno się śmiać. Spoko, ja to rozumiem! Ale dlaczego tak trudno zrozumieć, że ktoś jest chudy bo chce/bo mu się tak podoba/bo takie ma geny/bo jest chory (niekoniecznie na zaburzenia odżywiania)? Dlaczego chudych można oceniać, a grubych nie można?
Żeby nie było - nie piszę tego dlatego, że mi się podobają wychudzone laski. Sama nie należę do tych superskinny, ale próbuję postawić się na czyimś miejscu i zrozumieć, co musi czuć taka osoba każdego dnia. Jak już nie chcemy oceniać po wyglądzie, to niech ta zasada odnosi się do wszystkich, a nie tylko do wybranych grup. Popadanie w skrajności jest zawsze złe - nie ważne, w którą stronę. Nie można akceptować otyłości i przyklaskiwać, jaki masz super dystans do siebie i że generalnie zajebiście wyglądasz i nie przejmuj się, tak samo nie można ślepo podążać za modą na superchude ciało i katować się dietami cud. Jedno i drugie jest złe, bo szkodzi zdrowiu. Chyba, że ktoś się już taki urodził i nie może na wadze przybrać, choćby stołował się w Maku, albo nie może schudnąć bo tarczyca lub inna choroba. Nie oceniajmy na podstawie wyglądu. A jeśli chcemy coś w sobie zmienić, to z głową i rozsądkiem. Nic na siłę. 
Ostatnio zapanowała moda na bycie fit - Chodakowska, fitspiracje, zdjęcia zdrowych sałatuń z kurczakiem i owocowych koktajli... Wszystko to jest dobre, o ile nie jest tylko na pokaz albo "do maja, aż schudnę te 7kg". Zdrowe nawyki żywieniowe i sport powinny być stałym elementem dnia i całego naszego życia, a nie tylko szybkim sposobem na piękne ciało byle do wakacji, a potem znów pizze, hamburgery i słoik nutelli. Również jęczenie przed ekranem komputera i wzdychanie do zgrabnych tyłeczków nie sprawi, że nagle nasze życie się odmieni. Trzeba zacząć działać. Z głową. Zmienić to, co da się zmienić, a zaakceptować to, czego się nie da. Przecież nie będę nigdy miała figury modelki, skoro mam 165cm wzrostu. Mam za to ładne wcięcie w talii, mogę więc popracować nad brzuchem i pupą, żeby wyglądać lepiej. Bo niestety nie urosnę. Na prawdę, da się z tym żyć!







za zdjęcia dziękuję Paulinie. <3
cardi, top & shorts - second hand, wedges - Primark (old)


I was considering whether to write this post or not, but the scope of this occurence seems to be increasing. We can notice many comments below the pictures of our famous bloggers (especially Maffashion) which usually say: "you should eat something or you're gonna disappear," "please somebody give her a sandwich!" or "do you even eat anything?" And this is the 'light' version.  Maff is a slim person, but she is naturally that thin and those who follow her blog for a long time know that. If you don't, you just look through her blog archive. But let's now see the fanpage's of Violet E. or Alicepoint... People are not that kind anymore. "You look like anorexia." "I wouldn't touch you, I'd be afraid of breaking your stick bones." "Walking skeleton... how can it be attractive?"...
I'm gonna skip the fact that Violet and Alice are really skinny, and they even emphasise their leannes by taking pictures showing their extremely thin arms and ribs. The real thing is, that suggesting to eat something or saying to a person that she looks like a corpse every time she posts a picture of herself is not a nice thing. I'm not surprised that Violet got pissed off [see this post] and I really admire Maffashion for her patience and having the nerves to explain every time her figure is not a result of starving, but thanks to sports and also health problems. 
I wish every person who writed such comments could walk in their shoes: imagine you are a famous public person, but you are a little bit chubby. In spite of that, you post pictures of yourself everyday on your blog or fanpage. Some people like it and they say "you are beautiful the way you are" or "I admire your courage and distance" or just "I love the way you look". But the others are more like "you better go jogging or something," "fuckin' fatty, it's disgusting how people promote this" or "stop eating that much, you already look gross". Do you thing it is nice?
It's incredibly irritating that calling a fat person "fatty" is such an incorrectness and rudeness. Or that it might be a result of some illness, and that beauty is not the size but the the character and intellect. Ok, I understand that. But why then calling a skinny person a skeleton, corpse or anorexic is ok? Maybe this person is skinny because it appears to her, or because of her genes, or she also suffers some illness (not an eating disorder)? 
Personally, I'm not superskinny, I'm not even thin. But if I was, I wouldn't like to be judged because of my size, no matter if it was XS or XL. Every person deserves respect. But also every exteme is harmful - being overweight can cause many other illnesses, but trying too hard to loose weight and torture yourself with some new mirale diets is ridiculous, too. Don't judge people because of how they look. If you want to change something, do it reasonably. I noticed there is a kind of 'fit trend' lately. Many fitspiration pictures, slim models, healthy foods, fruits and vegetables... That's really great, unless you are not doing this just to show off or until the summer comes. Healthy diet and exercising should be a part of our everyday routine, not just a way to loose a few kilograms before holiday (and then going back to the bad habits). Sitting in front of the computer and being tedious also won't help to get the body you want. You have to move your ass right now and DO something. Reasonably. Change what can be changed and accept what can not be changed. I'm 1,65m tall so I will never look like a model. But there are some parts of my body I'm proud of them and what I can do is to treat my body well to look better. I won't grow any taller. But I can live with that. 


9 comments:

  1. You're looking really cute! The colours look so well together!

    x Dawn
    www.wickedlypleasant.blogspot.com
    (Also take a look on my 2nd blog, with more 'mainstream' fashion www.bouncingbrunette.blogspot.com)

    ReplyDelete
  2. Lof za ten post. Ekstrema wagowe są i będą tematem tabu. A historia Alicji Z. jest z lekka dziwna, przyznaje się do zaburzeń odżywiania (notorycznie wstawiając zdjęcia muffinek), a jeszcze niedawno pisała licencjat o bulimiczkach/anorektyczkach. Ale taka prawda, że te komenty o jej wychudzeniu i wyglądaniu jak szkielet nic nie zmienią, bo jest zwyczajnie chora.

    Nawet kiedyś ktoś pod moim postem "before and after" napisał mi "i tak jesteś gruba". Zresztą wiele razy słyszałam od znajomych "ładna jesteś, ale schudnij, bo masz wielkie udziska". Ten kanon "thigh gap" to istna komedia - ja jej nie mam i mieć nie będę, taka anatomia. A żeby było lepiej przeważnie słyszałam to od lasek skinny fat, które są fajne tylko w ciuchach.

    Jeszcze nam będą zazdrościć naszych wysportowanych, a co ważniejsze zaokrąglonych ciał :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. jak miło, że ktoś przebrnął przez ten tekst!
      Można o tym pisać bez końca, to powyżej to tylko streszczenie moich myśli. Tak, tigh gap, skinny fat, ojej ile tego jeszcze jest... sama jak widać na załączonych zdjęciach ud nie mam najszczuplejszych, mam wręcz na ich punkcie pewien kompleks, ale nauczyłam się nie popadać w skrajności. Dla mnie teraz priorytetem jest zdrowie i kondycja i dobre samopoczucie, na drugim miejscu wygląd/rozmiar/kilogramy. Już nie mam 17 lat i nie jarają mnie głodowe diety i mordercze ćwiczenia, żeby tylko mieć tą przerwę między udami i wagę poniżej 50kg...

      Delete
  3. wygladasz świetnie :)
    ps. co do fit - jestem za ale bez przegięć....
    4 lata temu schudłam 30kg... i tak od tej pory codziennie myśle co jem ale teraz to poprostu moja religia. zero cukru jako dodatku, tylko cukry naturalne np w owocach, zero tłuszczu! , od tych 4 lat nie miała w ustach nutelli, batona czy innych slodkości, nie cukrze kawy czy herbaty, nie pije coli , fanty czy innych a także soków z kartonu typu hortex itp, drinków tez nie pijam - co najwyżej czystą ;>, wino wytrawne czerwone/białe, i nic nie smażę.. dużo tego ;) nie będę tu wymieniać :)
    Myśle, że to ważne przede wszystkich dla zdrowia. To co daje matka natura a my nie przetowrzymy tego na chemie daje nam samo dobro :)
    Ćwiczyłam Ewkę ale się znudziłam - robię Mel B - jest na maxa pozytywna :)
    22 lata byłam grubasem, te aktualne 4 lata jestem spoko hehe - czy było warto? było..... I cieszę się, że byłam grubasem - teraz wiem, że nie ma rzeczy nie możliwych a moje ciało jest moją światynią :)
    Kiss!

    ReplyDelete
    Replies
    1. ja kiedyś miałam zaburzenia odżywiania, strasznie mi to pomieszało w głowie na długi czas, dlatego teraz się bardzo cieszę, że wreszcie udało mi się osiągnąć jako taką równowagę. Nie słodzę, nie jem białego pieczywa/makaronu/ryżu, właściwie nie jem mięsa i ryb, ale nie przeginam - pozwalam sobie czasem na ciastko czy coś słodkiego, bo zabranianie sobie wszystkiego przynosi opłakane skutki. Ciało jest naszą świątynią - piękne słowa. I tego się trzymajmy. Dbajmy o nie, przede wszystkim dla zdrowia. Nie wolno przeginać w żadną stronę...

      Delete
  4. o la la, wyglądasz nieziemsko, niesamowicie!!! chcę te szortyyyyyyy !

    http://coeursdefoxes.blogspot.com/

    ReplyDelete