Friday, August 30, 2013

Summer outfits

Kilka fotek z ubiegłych tygodni, jakość żałosna, ale czymś muszę się podzielić przez ten okres mojego niebytu w internetach. Przy okazji podzielę się doświadczeniem tak zwanej 'współpracy' z pewnym chińskim sklepem internetowym z odzieżą - nigdy nie nastawiałam się na akurat taki sposób pozyskiwania ciuchów, jednakże kiedy dostałam wiadomość na swojego tumblra z propozycją współpracy, pomyślałam 'czemu nie?' Jak się okazało później, moja ciekawość zaprowadziła mnie donikąd, a nawet gorzej... Z wiadomości, którą otrzymałam od Sammy Dress (bo o tym sklepie mowa), wywnioskowałam, że po wklejeniu 10 podlinkowanych zdjęć z produktami z ich sklepu otrzymam jedną wybraną rzecz za free. Zgodziłam się, wiadomo, łakomy kąsek. Kto by nie chciał szmatki za darmo, przy takim nakładzie 'pracy'? Kiedy wykonałam już swoją część, zaczęły się rozmowy, dziesiątki maili dotyczących owej wybranej przeze mnie rzeczy-prezentu. Przez pierwsze kilkanaście dni okazywało się, że akurat tego i tego nie ma na magazynie, następnie, że mogę wybierać jedynie z działu SALE, aż wreszcie po ponad miesiącu udało mi się wybrać coś z oferty wyprzedażowej i było aktualnie dostępne. Po kolejnych kilku dniach i dziesięciu mailach doszliśmy do porozumienia, paczka została wysłana na mój adres.
Przesyłkę otrzymałam po kolejnych 2 miesiącach, i - uwaga - tutaj cała puenta! Sweterek (na modelce ze strony: krój oversize, za pupę, długi rękaw, materiał fabrycznie podniszczony) okazał się kawałkiem prującego się, syntetycznego badziewia, sięgającego mi nieco poniżej pępka, rękawki 3/4, na dodatek okrutnie śmierdział nieznaną mi substancją... Dopiero 2 prania zdołały wywabić ten zapach.
Wniosek z tego jeden: jak ktoś daje ci coś za darmo, coś tu ewidentnie śmierdzi.


Co mnie niesamowicie martwi, sklepy tego typu (a jest ich cała masa, tych wszystkich japan style) opanowują nasz rynek w błyskawicznym tempie, a te 'współprace' cieszą się ogromnym powodzeniem wśród młodocianych blogerek 'modowych'... Nie chodzi już nawet o sam fakt brania ciuchów w zamian za kilka zdjęć na blogu, ale o to, że w ten sposób MY przyczyniamy się do upadku polskich przedsiębiorców i artystów, niszczymy to co nasze, krajowe, mimo, że droższe, to o niebo lepszej jakości, zamiast inwestować w rodzimą produkcję, wyrzucamy pieniądze w błoto kupując chińską tandetę.

Nigdy więcej takich 'współprac' z szemranymi sklepami, nawet gdyby mieli mi za to zapłacić. 

skirt - River Island/second hand


 tunic - Diesel/second hand


sweater - sammydress.com, necklace - Cropp

3 comments:

  1. Bardzo fajny post:) Super blog!

    http://freshisyummy.blogspot.com/2013/08/wrecking-ball.html

    ReplyDelete
  2. Coraz więcej jest takich stron JAPAN STYLE. Wszystko ładnie wygląda na zdjęciu a w rzeczywistości to porażka.
    Stylizacje świetne, najbardziej do gustu przypadła mi ta druga.

    xoxo

    ReplyDelete
  3. Ta tunika jest po prostu świetna... Idealna na wakacje.

    ReplyDelete